********************************************************************************************Witam was w rozdziale drugim ;D Przepraszam od razu że nie jest tak świetny jak Diany ale miałam mało czasu :/ Wiem że ten rozdział pod względem stylistycznym jest masakryczny ale mój komputer coraz bardziej się psuję :/ No to jak tam u was w szkole ? U mnie słabo bo cały tydzień na rano .No to do nn który napiszę Diana :) Powodzenia :D Ps:Przepraszam za błędy :*
środa, 4 września 2013
Rozdział 2
- Tak
to ja ,ale musze już iść –powiedziałam szybko nawet się nie odwracając i już
chciałam iść do gabinetu szefa kiedy dziewczyna która była tam razem z tym
palantem i resztą chłopaków złapała mnie za ramię przez co się odwróciłam. Emily
to ja Danielle nie poznajesz mnie ? – zapytała dziewczyna , a ja w lekkim szoku
zaczęłam jej się przypatrywać . Miała podobne rysy twarzy i trochę podobny uśmiech
to mnie nie przekonało , ale oczy wyglądały jak oczy Danielle tylko ona zawsze
patrzyła na mnie tymi swoimi dużymi oczami i wtedy czułam się bezpieczna była
jak siostra no właśnie „była”. -
Nie mam ochoty z tobą rozmawiać trzeba było pomyśleć co robisz zanim mnie
zostawiłaś ! – krzyknęłam jej to w twarz i pobiegłam do szefa . Zapukałam i
kiedy usłyszałam „proszę”weszłam do środka . Stał przy dużym oknie i gestem
ręki wskazał mi krzesło naprzeciw dębowego biurka . Usiadłam na nim i zaczęłam
się stresować w końcu nie mogę wylecieć przez tego dupka pierwszego dnia . W
końcu pan Des usiadł na swoim fotelu i zaczął wykładać mi monolog na temat
szacunku do klientów bo inaczej mnie zwolni. Wytłumaczyłam mu się ,ale on był
po stronie tego debila .Trudno.Wyszłam z gabinetu i poszłam tam gdzie przed
chwilą kłóciłam się z tym chłopakiem ,nie było nikogo .Pewnie wyszli już dawno
.Poszłam po mop i jeszcze raz wytarłam podłogę .Zaczął się duży ruch. W końcu
po dwóch godzinach skończyłam i przebrałam się w swoje ciuchy . Kiedy chciałam
założyć bluzę z kieszeni wypadła mała karteczka na której pisało tylko : Emily !
Chciałabym
z tobą porozmawiać , ja
naprawdę nie wiem czemu zakończyłaś naszą przyjaźń powiedz mi proszę ! Czy
zrobiłam coś nie tak? Przepraszam jeżeli cię zawiodłam jako przyjaciółka ale chciałabym żebyś mi wytłumaczyła co dokładnie zrobiłam żle i
czemu mnie odrzuciłaś L
Spotkajmy się dziś o 18 w parku obok domu dziecka . Proszę zależy mi na tym !
Twoja Dani <3 To dziwne …Ja chciałam zakończyć naszą przyjaźń
jak to ?! Muszę z nią porozmawiać jak najszybciej ! Pożegnałam się z dziewczyną która
miała teraz zmianę i szybko ruszyłam na autobus który już podjechał .Dobrze że
się nie spóźniłam !.Usiadłam na jedym z wielu wolnych miejsc i włożyłam w uszy
słuchawki w których zaczęła lecieć piosenka Katy Perry –Roar.W końcu dotarłam
na swój przystanek i chowając do torebki telefon i słuchawki ruszyłam w stronę
domu dziecka . Po 15 minutach byłam na miejscu kiedy byłam już blisko swojego
pokoju minęłam się z Rose która tylko posłała mi wywyższone spojrzenie i
ruszyła w swoją stronę jak na nią to była miła .Weszłam szybko do pokoju i
umyłam się i ubrałam w nowe cieplejsze ciuchy ponieważ zaczęło padać . Kiedy
byłam już gotowa poszłam na stołówkę coś zjeść. Nikogo oprócz kucharek nie było
dlatego wzięłam swój obiad bez kolejki . Skończywszy jeść odstawiłam tackę i
pożegnałam się z kucharkami które znam od dziecka .Wyszłam i zobaczyłam jak
inni kierują się do stołówki .Przypomniało mi się o spotkaniu z Danielle.
Zostało mi jeszcze dwie godziny więc wzięłam gazetę i
zaczęłam szukać mieszkania . Znalazłam ciekawą ofertę taniego mieszkania z
dwoma pokojami łazienką , kuchnią i salonem . Mogłam pozwolić sobie na takie
ponieważ moja mama przed śmiercią nie była biedna i sąd przeznaczył mi trochę
pieniędzy .Mam na kupno mieszkania ale żeby się utrzymywać muszę płacić
pieniędzmi zarobionymi w pracy której o mały włos nie straciłam przez tego
chłopaka . Zadzwoniłam do faceta , który je sprzedawał i umówiłam się na jutro
na czternastą . Do osiemnastej zostało tylko pół godziny więc narzuciłam na
siebie kurtkę i wyszłam kierując się w stronę parku. Doszłam punktualnie i na
jednej z ławek zobaczyłam Danielle . Deszcz przestał padać więc zdjęłam kaptur
i podeszłam do dziewczyny. Usiadłam bez
słowa obok niej a ta tylko na mnie zerknęła i chyba też nie wiedziała jak
zacząć ,ale ja nie miałam zamiaru się tłumaczyć to ona zawiniła. – Emily proszę powiedz mi
dlaczego napisałaś ten list ? Jaki miałaś powód ?-zapytała podając mi kartkę papieru zaadresowaną do niej . Nie wiedziałam o jaki list jej chodzi ale
kiedy przeczytałam to co na nim było byłam w szoku ,z listu wynikało że to ja
nie chcę się
już przyjaźnić z Dani i wolę żyć sama , że nigdy mnie tak naprawdę niewspierana
i żeby już nie przychodziła mnie odwiedzać . Zaczęłam się zastanawiać kto mógł
jej wysłać ten list ? Jedyne oczym pomyślałam to Rose. Nie mogłam zrozumieć
tylko czemu posunęła się do takich rzeczy . – Danielle to nie ja to pisałam jestem pewna że to Rose ! Przepraszam
cię przez cały czas myślałam że to twoja wina – powiedziałam do dziewczyny ze
łzami w oczach , a ona nic nie mówiąc mocno
mnie przytuliła .Usiadłyśmy na ławce , obie z uśmiechem i obie z łzami
płynącymi po policzkach. Zaczęłyśmy wspominać opowiedziałam Dani wszystko to co
się u mnie działo,a ona opowiedziała mi co się działo z jej życiem kiedy wyprowadziła
się .Opowiedziała mi że znalazła pracę jako tancerka tak jak zawszę chciała i
występuje w teledyskach i na koncertach bardzo wielu znanych gwiazd muzyki
.Pewnego dnia kiedy dostała ode „mnie” ten list załamała się i pobiegła do
parku płacząc .Wtedy spotkała Liam’a u którego teraz mieszka razem z resztą
jego zespołu .Są szczęśliwą parą ale bardzo jej mnie brakowało .Naglę podeszło
do nas całe One Direction –ten zespół Liam’a i kiedy mnie zobaczyli byli
zdziwieni .Dannielle przedstawiła mnie wszystkim ale kiedy zobaczyłam tego
lokowatego pajaca odsunęłam się od niego z grymasem na twarzy. Widząc naszą
niechęć do siebie odezwał się chłopak chyba Louis i powiedział: - Harry,przestań jesteś facetem powinieneś przeprosić Emi –jak on słodko
powiedział moje imię ale zaraz …”Harry”,”Harry.To imię odbijało się echem w
mojej głowie myślałam że zaraz zemdleję . – Harry …-szepnęłam i przypomniałam sobie wszystko
;kostnica,kościół,pogrzeb zrobiło mi się słabo nie wiem czemu zaczęłam biec w
stronę domu dziecka .Zaczęłam strasznie płakać kiedy byłam już blisko spotkałam
Rose .Szła sobie niewinnie korytarzem podbiegłam do niej i zaczęłam krzyczeć
: Jak
mogłaś tak okłamać Danielle ?! Co ja ci zrobiłam ?! Widok mnie cierpiącej z
samotności dawał ci taką satysfakcje ?!-nie panowałam nad sobą miałam ochotę ja
uderzyć .Zaczęła płakać normalniej na świecie się rozpłakała .Zaczęła krzyczeć
że to ja zabiłam jej brata , to przez miłość do mnie której podobno nie
odwzajemniałam umarł –wykrzyczała to i uciekła do siebie .To było za wiele dla
mnie .Poszłam do pokoju i umyłam się ubrałam piżamę i bez jedzenia kolacji
położyłam się do łóżka .Naglę przyszła mi wiadomość :Od Danielle <3 : Wytłumaczę im to
jakoś nie
martw się :*
Powodzenia z Rose odezwę się
niedługo ,albo przyjdę jutro do kawiarni ;)
Dobranoc <3 Ta wiadomość trochę
poprawiła mój humor ale to że Rose obwinia mnie o jego śmierć to jak nóż wbity w serce.W końcu udało mi się zasnąć ,może jutro będzie
lepiej …
niedziela, 1 września 2013
Rozdział 1
-To kiedy pani może zacząć?-spytał mężczyzna zza biurka
-Kiedy pan chce.
-To widzimy się jutro.-uśmiechnął się i pod prawą dłoń
-Dziękuje panu bardzo. Nie będzie pan żałował, że mnie zatrudnił.
-Mam nadzieję. Do widzenia.
W końcu dostałam pracę. Po kilku kwalifikacyjnych rozmowach zlitowali się nade mną lub po prostu chcieli mi pomóc i dali pracę. Zresztą ważne, że będę zarabiać i będę mogła wynająć jakieś mieszkanie.
Pani Roxi, dyrektorka "mojego domu" jak ja to mówię, pozwoliła mi jeszcze tam pomieszkać do póki nie znajdę taniego mieszkania i nie zarobię trochę pieniędzy abym się mogła utrzymać. Tak wiem miły człowiek. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Jedyna kobieta z którą mogę pogadać i tak na prawdę, za stepuje mi w pewnym stopniu mamę.
Wyszłam z gabinetu i stanęłam z boku kawiarni.
Od jutra miałam zacząć prace w starbucks jako kelnerka Cieszyłam się niesamowicie, bo w końcu to moja pierwsza praca i będę w pełni za siebie odpowiedzialna.
Spojrzałam na zegarek który wskazywał 17.35.
Do domu miałam jakieś 20 minut drogi, wiec stwierdziłam, że się przejdę.
Kiedy oddalałam się od mojego miejsca pracy szturchnął mnie jakiś przechodni.
-Nie widzisz jak idziesz? Może się przepraszam należy nie uważasz?-spytałam ironicznie
Nie wiedziałam kim jest ta osoba ale po sylwetce moglam poznać, że był nim wysoki chlopak a na sobie mial białe all star, czarne rurki i szarą bluzę z kapturem który znajdował się akurat na głowie.
Lubiłam modę, wiec zawsze patrzymał idąc ulicą Londynu jak kto wygląda.
-Tak tak, sory.-odpowiedział "ktoś" i ruszył przed siebie
-Taa i to niby ja jestem arogancka.-pomyślałam przypominając sobie słowa Roxi
Tak jak myślałam po 20 minutach byłam już w domu a dokładniej w swoim pokoju.
Kurtkę powiesiłam na wieszaku a buty położyłam kolo drzwi.
W pokoju pod jedną ścianą stały dwie ogromne jasno-brązowe szafy. Pod dużym oknem, białą firanką i dwiema żółtymi zasłonami stało biurko, a na nim jakiś stary komputer i kilka książek, oraz mój osobisty szkicownik. Na przeciwko dwupiętrowe łóżko.
Na jednym kiedyś spała Daniell moja dawna przyjaciółka.Czemu dawna?
Trzy lata temu musiała się wyprowadzić. Trudno było nam się rozstać ale nie miałyśmy wyjścia. Odwiedzała mnie codziennie i mówiła, że poczeka aż będę pełnoletnia i razem zamieszkamy, bez wpychania czyichś nosów w nieswoje sprawy. Jednak rok później wgl nie przychodziła. Po prostu nie zobaczyłam jej nigdy więcej. Martwiłam się, ale dowiedziałam się tylko tego, że nic się nie stało. Zabolało mnie to, bo pomimo tego, że wiedziała o tym co znaczy gdy ktoś od ciebie odchodzi a ona odeszła zostawiając mnie samą. Bez żadnego słowa wyjaśnień. Dla tego właśnie dawna przyjaciółka. Została mi już tylko w głowie i na moich rysunkach. Choć i tak je muszę wyrzucić bo po co mam posiadać coś co będzie mi przypominać o tym jak bardzo mnie skrzywdziła gdzie tyle dla mnie znaczyła. Niestety nie potrafię tego wyrzucić. Są za bardzo cenne. Ona była bardzo ważna dla mnie ponieważ zawsze była przypmnie i wiem, że gdybym ja teraz gdzieś spotkała to bardzo bym sie ucieszyła nie zważając na to wszystko co się wydarzyło.
-Pani Roxi prosiła abyś do niej zajrzała jak tylko wrócisz.-powiedziała pukajac do drzwi jedna z opiekunek
-Juz idę.-odpowiedziałam i wyszłam z pokoju- Mogę?-wychyliłam głowę za drzwi do gabinetu Roxi
-Tak wejdź.-ruchem ręki wskazała na fotel abym usiadła.-I jak tam? Dostałaś pracę?
-Tak w końcu dostałam.-uśmiechnęłam się
-To cieszę się. Bo wiesz, że nie możesz tutaj mieszkać długo. Naszym obowiązkiem jest pomoc w znalezieniu pracy i niestety tyle.
-Wiem i jestem za to wdzięczna.-uśmiechnęłam się
-Wiesz, że jesteś dla mnie ważna i traktuję Cię jak córkę której nigdy nie będę mogła mieć.-mówiąc to trochę posmutniała- Dla tego jak będziesz miała problem z pracą czy coś to będziesz mogła zamieszkać ze mną.
Wow. To na pewno jest z jej strony duże poświęcenie. Ale też w jakiś sposób pokazanie ile dla niej znaczę.
-Dziękuje. Na prawdę miło mi to słyszeć. Wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć ale z tym poradzę sobie. W końcu muszę. Tylko potrzebuje jeszcze kilku dni.
-Co do tego to nie na sprawy.-podeszła i mnie przytuliła-a teraz idź na kolację.
-Nie jestem głodna. Pójdę się położyć bo jutro muszę wstać.Dobranoc.-pożegnałam ją uśmiechem i ruszyłam w stronę swojego pokoju spotykając przy okazji moją ulubioną "koleżankę".
-I co? Wyprowadzasz się?-spytała Rose
-Tak. Na pewno będziesz szczęśliwa.
-Że Cię więcej nie zobaczę? Kto by nie był? Kogoś takiego widywać jak ty to największą kara w życiu. Weź ty wgl spójrz na siebie.
-Taa.. ... nie mam ochoty dzisiaj z tobą gadać. Część.- wyminęłam ja i zniknęłam za drzwiami swojego pokoju-Boże jak ja jej nienawidzę.
A pomyśleć, że ona była siostrą mojego przyjaciela.
Nigdy jej nie przeszkadzałam a po jakimś czasie zaczęła mi uprzykrzać życie.
Ona i jej brat mieli tylko rodziców, ale zginęli w wypadku a oni trafili tutaj. Potem ... jej brat Hugo popełnił samobójstwo. Ona straciła brata a ja przyjaciela. Nikt nawet ktoś taki jak ja, ktoś kto się uważa za jego przyjaciela tego nie wie.
Do oczu napłynęło mi kilka łez.
-Nie będę płakać. Nie mogę. Jestem silna i muszę myśleć o przyszłości a nie o tym co było.-powtarzałam w myślach
Przebrałam się w fioletową piżamę z słonie i położyła się do łóżka a po chwili usnęłam.
Rano po śniadaniu, umyłam zęby, włosy związałam w wysokiego kucyka i zrobiłam lekki makijaż.
Zważając na to, że na polu było ciepło ubrałam się w białe tenisówki, granatowe rurki i białą zwykła koszulkę z jakimś nadrukiem.
Wzięłam jeszcze brązową torbę i ruszyłam na przystanek z którego autobus miał mnie zawieść do mojej nowej pracy.
Byłam dzisiaj wyjątkowo podekscytowana więc wiedziałam, że praca pójdzie mi lekko.
Po krótkim czasie otwierając drzwi od kawiarni dostałam nimi w głowę i upadła na ziemię.
-Ała.-jękłam z bólu i złapałam się za czoło.
Założę się, że pojawi się tam wielki siniak
-Uważaj jak chodzisz co?-usłyszałam znad siebie głos mężczyzny
-Ja? Co sama się uderzyłam drzwiami nie? Masz rację.-podniosłam się i spojrzałam na chłopaka który wydawał mi się znajomy.-Wczoraj też nie widziałam jak idę i wpadłam sama na siebie.
-Przepraszam nie zrobiłem chyba tego specjalnie nie? Się zaraz tak księżno nie oburzaj.-powiedział sarkastycznie i ruszył przed siebie-Ja też mam ważniejsze rzeczy do robienia niż zobaczenie cię drugi raz. Uwierz mi.
-Palant.
-Słyszałem to.
-I mało mnie to interesuje.-powiedziałam i weszłam do środka
Na początku w pracy nie szło mi za bardzo bo pewien człowiek którego musiałam dzisiaj spotkać zniszczył mi humor, ale potem stwierdziłam, że nie będę się kimś takim przejmować.
-Pasował by do Rose. Jak i jedna tak i drugi zapatrzeni tylko w siebie.-pomyślałam i od razu pojawił się na mojej buzi uśmiech
-Higins powycierasz podłogę bo jest trochę brudna a akurat nie ma tutaj dużo klientów?-spytał mój szef pan Des wchodząc do kawiarni
Lubiłam kiedy mówił do mnie po nazwisku. Z jego ust fajnie to brzmiało.
-Tak.-uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ze schowka mopa z wiadrem.
Wyczyściłam podłogę dwa razy ale kiedy znowu ktoś przeszedł po umytym nie wytrzymałm bo ile można myć tę cholerną podłogę?
-Czy ty człowieku nie widzisz, że to jest umyte? Musisz po tym chodzić?-spytałam się a chłopak który stał przede mną odwrócił się w moją stronę-Jezu tylko nie ty.
-Nie mów, że tu tutaj pracujesz.-przeleciał po mnie wzrokiem chłopak w lokach którego spotkałam dzisiaj i wczoraj
-Jak widać tak. A ty patrz gdzie chodzisz.
-Mogę sobie chodzić gdzie chcę. A tobie nikt nie kazał tego myć.
-Jak bym nie musiała myć to bym tego chyba nie robiła. Aż taki tępy jesteś?
-Taa odezwała się ta mądra.
-Jak widać mądrzejsza od ciebie. Bo umiem docenić prace innych w przeciwności do ciebie jak widać.-powiedziałam starając się nie wykrzyczeć mu tego ale on i tak za każdym razem próbował mówić głośniej ode mnie
-Jak byś pomyślała to byś wiedziała, że będą ludzie chodzić i będzie znowu brudno. Aż taka tępa jesteś?-zacytował moje słowa a po chwili stanęli koło niego czwórka chłopaków i jakaś dziewczyna.
-Dam sobie rękę uciąć że już ich gdzieś widziałam.-pomyślałam i zaczełam szukać w pamięci skąd mogłabym ich znać
-Heloł księżno może w końcu odstawisz swoją miotłę i obsłużysz nas.-zaczął machać mi przed oczami chłopak.
Dziewczyna która stała koło niego razem z jakimś chłopakiem dziwnie mi się przypatrywali a pozostali śmiali się zza pleców mojego ''rozmówcy''. Jak dla mnie tutaj nie było nic śmiesznego.
-Skoro taki mądry jesteś to powinieneś wiedzieć buraku, że to nie miotła tylko mop. I sam się obsłuż. Aż taki niedorozwinięty jesteś?-powiedziałam cała zdenerwowana
-Higins chodź tutaj natychmiast.-zawołał mnie szef.
Wiedziałam, że to się dobrze dla mnie nie skończy.
-Higins. Czy ty przypadkiem nie nazywasz się Emily Higins?-usłyszałam za swoimi plecami
______________________________________________________________________________
Rozdział pierwszy za nami czekam na wasze komentarze;)
Rozdział drugi pojawi się nie długo razem z nowym wyglądem bloga;>
To do zobaczenia;*
-Kiedy pan chce.
-To widzimy się jutro.-uśmiechnął się i pod prawą dłoń
-Dziękuje panu bardzo. Nie będzie pan żałował, że mnie zatrudnił.
-Mam nadzieję. Do widzenia.
W końcu dostałam pracę. Po kilku kwalifikacyjnych rozmowach zlitowali się nade mną lub po prostu chcieli mi pomóc i dali pracę. Zresztą ważne, że będę zarabiać i będę mogła wynająć jakieś mieszkanie.
Pani Roxi, dyrektorka "mojego domu" jak ja to mówię, pozwoliła mi jeszcze tam pomieszkać do póki nie znajdę taniego mieszkania i nie zarobię trochę pieniędzy abym się mogła utrzymać. Tak wiem miły człowiek. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Jedyna kobieta z którą mogę pogadać i tak na prawdę, za stepuje mi w pewnym stopniu mamę.
Wyszłam z gabinetu i stanęłam z boku kawiarni.
Od jutra miałam zacząć prace w starbucks jako kelnerka Cieszyłam się niesamowicie, bo w końcu to moja pierwsza praca i będę w pełni za siebie odpowiedzialna.
Spojrzałam na zegarek który wskazywał 17.35.
Do domu miałam jakieś 20 minut drogi, wiec stwierdziłam, że się przejdę.
Kiedy oddalałam się od mojego miejsca pracy szturchnął mnie jakiś przechodni.
-Nie widzisz jak idziesz? Może się przepraszam należy nie uważasz?-spytałam ironicznie
Nie wiedziałam kim jest ta osoba ale po sylwetce moglam poznać, że był nim wysoki chlopak a na sobie mial białe all star, czarne rurki i szarą bluzę z kapturem który znajdował się akurat na głowie.
Lubiłam modę, wiec zawsze patrzymał idąc ulicą Londynu jak kto wygląda.
-Tak tak, sory.-odpowiedział "ktoś" i ruszył przed siebie
-Taa i to niby ja jestem arogancka.-pomyślałam przypominając sobie słowa Roxi
Tak jak myślałam po 20 minutach byłam już w domu a dokładniej w swoim pokoju.
Kurtkę powiesiłam na wieszaku a buty położyłam kolo drzwi.
W pokoju pod jedną ścianą stały dwie ogromne jasno-brązowe szafy. Pod dużym oknem, białą firanką i dwiema żółtymi zasłonami stało biurko, a na nim jakiś stary komputer i kilka książek, oraz mój osobisty szkicownik. Na przeciwko dwupiętrowe łóżko.
Na jednym kiedyś spała Daniell moja dawna przyjaciółka.Czemu dawna?
Trzy lata temu musiała się wyprowadzić. Trudno było nam się rozstać ale nie miałyśmy wyjścia. Odwiedzała mnie codziennie i mówiła, że poczeka aż będę pełnoletnia i razem zamieszkamy, bez wpychania czyichś nosów w nieswoje sprawy. Jednak rok później wgl nie przychodziła. Po prostu nie zobaczyłam jej nigdy więcej. Martwiłam się, ale dowiedziałam się tylko tego, że nic się nie stało. Zabolało mnie to, bo pomimo tego, że wiedziała o tym co znaczy gdy ktoś od ciebie odchodzi a ona odeszła zostawiając mnie samą. Bez żadnego słowa wyjaśnień. Dla tego właśnie dawna przyjaciółka. Została mi już tylko w głowie i na moich rysunkach. Choć i tak je muszę wyrzucić bo po co mam posiadać coś co będzie mi przypominać o tym jak bardzo mnie skrzywdziła gdzie tyle dla mnie znaczyła. Niestety nie potrafię tego wyrzucić. Są za bardzo cenne. Ona była bardzo ważna dla mnie ponieważ zawsze była przypmnie i wiem, że gdybym ja teraz gdzieś spotkała to bardzo bym sie ucieszyła nie zważając na to wszystko co się wydarzyło.
-Pani Roxi prosiła abyś do niej zajrzała jak tylko wrócisz.-powiedziała pukajac do drzwi jedna z opiekunek
-Juz idę.-odpowiedziałam i wyszłam z pokoju- Mogę?-wychyliłam głowę za drzwi do gabinetu Roxi
-Tak wejdź.-ruchem ręki wskazała na fotel abym usiadła.-I jak tam? Dostałaś pracę?
-Tak w końcu dostałam.-uśmiechnęłam się
-To cieszę się. Bo wiesz, że nie możesz tutaj mieszkać długo. Naszym obowiązkiem jest pomoc w znalezieniu pracy i niestety tyle.
-Wiem i jestem za to wdzięczna.-uśmiechnęłam się
-Wiesz, że jesteś dla mnie ważna i traktuję Cię jak córkę której nigdy nie będę mogła mieć.-mówiąc to trochę posmutniała- Dla tego jak będziesz miała problem z pracą czy coś to będziesz mogła zamieszkać ze mną.
Wow. To na pewno jest z jej strony duże poświęcenie. Ale też w jakiś sposób pokazanie ile dla niej znaczę.
-Dziękuje. Na prawdę miło mi to słyszeć. Wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć ale z tym poradzę sobie. W końcu muszę. Tylko potrzebuje jeszcze kilku dni.
-Co do tego to nie na sprawy.-podeszła i mnie przytuliła-a teraz idź na kolację.
-Nie jestem głodna. Pójdę się położyć bo jutro muszę wstać.Dobranoc.-pożegnałam ją uśmiechem i ruszyłam w stronę swojego pokoju spotykając przy okazji moją ulubioną "koleżankę".
-I co? Wyprowadzasz się?-spytała Rose
-Tak. Na pewno będziesz szczęśliwa.
-Że Cię więcej nie zobaczę? Kto by nie był? Kogoś takiego widywać jak ty to największą kara w życiu. Weź ty wgl spójrz na siebie.
-Taa.. ... nie mam ochoty dzisiaj z tobą gadać. Część.- wyminęłam ja i zniknęłam za drzwiami swojego pokoju-Boże jak ja jej nienawidzę.
A pomyśleć, że ona była siostrą mojego przyjaciela.
Nigdy jej nie przeszkadzałam a po jakimś czasie zaczęła mi uprzykrzać życie.
Ona i jej brat mieli tylko rodziców, ale zginęli w wypadku a oni trafili tutaj. Potem ... jej brat Hugo popełnił samobójstwo. Ona straciła brata a ja przyjaciela. Nikt nawet ktoś taki jak ja, ktoś kto się uważa za jego przyjaciela tego nie wie.
Do oczu napłynęło mi kilka łez.
-Nie będę płakać. Nie mogę. Jestem silna i muszę myśleć o przyszłości a nie o tym co było.-powtarzałam w myślach
Przebrałam się w fioletową piżamę z słonie i położyła się do łóżka a po chwili usnęłam.
Rano po śniadaniu, umyłam zęby, włosy związałam w wysokiego kucyka i zrobiłam lekki makijaż.
Zważając na to, że na polu było ciepło ubrałam się w białe tenisówki, granatowe rurki i białą zwykła koszulkę z jakimś nadrukiem.
Wzięłam jeszcze brązową torbę i ruszyłam na przystanek z którego autobus miał mnie zawieść do mojej nowej pracy.
Byłam dzisiaj wyjątkowo podekscytowana więc wiedziałam, że praca pójdzie mi lekko.
Po krótkim czasie otwierając drzwi od kawiarni dostałam nimi w głowę i upadła na ziemię.
-Ała.-jękłam z bólu i złapałam się za czoło.
Założę się, że pojawi się tam wielki siniak
-Uważaj jak chodzisz co?-usłyszałam znad siebie głos mężczyzny
-Ja? Co sama się uderzyłam drzwiami nie? Masz rację.-podniosłam się i spojrzałam na chłopaka który wydawał mi się znajomy.-Wczoraj też nie widziałam jak idę i wpadłam sama na siebie.
-Przepraszam nie zrobiłem chyba tego specjalnie nie? Się zaraz tak księżno nie oburzaj.-powiedział sarkastycznie i ruszył przed siebie-Ja też mam ważniejsze rzeczy do robienia niż zobaczenie cię drugi raz. Uwierz mi.
-Palant.
-Słyszałem to.
-I mało mnie to interesuje.-powiedziałam i weszłam do środka
Na początku w pracy nie szło mi za bardzo bo pewien człowiek którego musiałam dzisiaj spotkać zniszczył mi humor, ale potem stwierdziłam, że nie będę się kimś takim przejmować.
-Pasował by do Rose. Jak i jedna tak i drugi zapatrzeni tylko w siebie.-pomyślałam i od razu pojawił się na mojej buzi uśmiech
-Higins powycierasz podłogę bo jest trochę brudna a akurat nie ma tutaj dużo klientów?-spytał mój szef pan Des wchodząc do kawiarni
Lubiłam kiedy mówił do mnie po nazwisku. Z jego ust fajnie to brzmiało.
-Tak.-uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ze schowka mopa z wiadrem.
Wyczyściłam podłogę dwa razy ale kiedy znowu ktoś przeszedł po umytym nie wytrzymałm bo ile można myć tę cholerną podłogę?
-Czy ty człowieku nie widzisz, że to jest umyte? Musisz po tym chodzić?-spytałam się a chłopak który stał przede mną odwrócił się w moją stronę-Jezu tylko nie ty.
-Nie mów, że tu tutaj pracujesz.-przeleciał po mnie wzrokiem chłopak w lokach którego spotkałam dzisiaj i wczoraj
-Jak widać tak. A ty patrz gdzie chodzisz.
-Mogę sobie chodzić gdzie chcę. A tobie nikt nie kazał tego myć.
-Jak bym nie musiała myć to bym tego chyba nie robiła. Aż taki tępy jesteś?
-Taa odezwała się ta mądra.
-Jak widać mądrzejsza od ciebie. Bo umiem docenić prace innych w przeciwności do ciebie jak widać.-powiedziałam starając się nie wykrzyczeć mu tego ale on i tak za każdym razem próbował mówić głośniej ode mnie
-Jak byś pomyślała to byś wiedziała, że będą ludzie chodzić i będzie znowu brudno. Aż taka tępa jesteś?-zacytował moje słowa a po chwili stanęli koło niego czwórka chłopaków i jakaś dziewczyna.
-Dam sobie rękę uciąć że już ich gdzieś widziałam.-pomyślałam i zaczełam szukać w pamięci skąd mogłabym ich znać
-Heloł księżno może w końcu odstawisz swoją miotłę i obsłużysz nas.-zaczął machać mi przed oczami chłopak.
Dziewczyna która stała koło niego razem z jakimś chłopakiem dziwnie mi się przypatrywali a pozostali śmiali się zza pleców mojego ''rozmówcy''. Jak dla mnie tutaj nie było nic śmiesznego.
-Skoro taki mądry jesteś to powinieneś wiedzieć buraku, że to nie miotła tylko mop. I sam się obsłuż. Aż taki niedorozwinięty jesteś?-powiedziałam cała zdenerwowana
-Higins chodź tutaj natychmiast.-zawołał mnie szef.
Wiedziałam, że to się dobrze dla mnie nie skończy.
-Higins. Czy ty przypadkiem nie nazywasz się Emily Higins?-usłyszałam za swoimi plecami
______________________________________________________________________________
Rozdział pierwszy za nami czekam na wasze komentarze;)
Rozdział drugi pojawi się nie długo razem z nowym wyglądem bloga;>
To do zobaczenia;*
wtorek, 27 sierpnia 2013
Prolog
Kto powiedział, że człowiek z czasem staje się mądrzejszy?
To tylko bajka którą człowiek wymyślił aby dodać odwagi dziecku, lub po prostu zamaskować swoją głupotę. On z czasem dorasta i nic więcej.
Na błędach uczy się każdy przez cale życie.
Przez całe życie uczy się czegoś co go zmienia, pozwala zaakceptować nowego siebie.
Przecież ja dużo przeszłam w swoim pewnym okresie życia dzięki czemu dużo się nauczyłam.
I nawet niektórzy sobie pomyślą co ona wie? Ludzie maja w życiu gorzej a ona się będzie wymądrzać, że los ją tak okrutnie potraktował.
Bóg zabrał mamę? I co z tego. Bóg zabiera życie ludziom co chwile.
Ojciec jej nie chciał? Co z tego.
Dzieci tracą rodziców na każdym kroku a potem nie trafiają do domów dziecka tylko musza jakoś dalej żyć. Zostaje im tylko żebranie lub ciężka fizyczna praca. Czasami mają jeszcze gorzej.
Mówi, że nie ma przyjaciół?... Może to i lepiej... Człowiek potrafi czasem bardzo zranić.
Tylko, że jest jeden mały szczegół który różni właśnie mnie od innych ludzi. A wiecie jaki? Nie jestem nimi. Nie jestem jakąś dziewczyną która się nad sobą rozczula i mówi jak jej to jest w życiu źle.
Jestem kimś innym. I po mimo tego, że mam 18 lat mama umarła przy moim porodzie, o tacie kompletnie nic nie wiem, nie mam już przyjaciół, nie mam niczego jestem jednak silna. To wszystko co mnie spotkało sprawiło, że stałam się silna i potrafię uwierzyć w siebie i w to, że w końcu będę szczęśliwa i odnajdę spokój którego tak długo szukałam.
Za kilka dni będę pełnoletnia wiec będę się musiała usamodzielnić.
Muszę iść na rozmowę o pracę, muszę znaleźć mieszkanie. Muszę w końcu w pełni o siebie zadbać.
Jednak cieszy mnie to, że może poznam normalnych ludzi bo np. ktoś taki jak Rose nie należy do tych normalnych.
Kilka lat temu dokładnie cztery i pół roku temu przyjaźniłam się z bratem Ros- Harrym. Nie wiadomo jednak czemu popełnił samobójstwo. Nawet tego ja nie wiedziałam. Najbliższa mu chyba osoba. I za to się obwiniałam i nadal uważam siebie za złą przyjaciółkę. Jak bym było inaczej wiedziałabym...
Trzy lata temu była jeszcze tutaj taka Daniell ale wiecie osiemnaście lat = własna odpowiedzialność.
Przez pewien czas mnie odwiedzała, ale potem już przestała. Nie wiem nawet czemu.
Jednak pani Roxi pozwoliła mi mieszkać w naszym ''domu'' do póki nie znajdę jakiegoś mieszkania.
Ale wracając do tematu... Ludzie uważają, że życie jest z czasem łatwe.. Ja też tak myślałam.
Żyłam prawie sama przez 18 lat. Bez jakiej kolwiek rodziny.Miałam jedynie dwie bliskie mi osoby jednak oni również odeszli.
Człowiek z czasem się do tego przyzwyczaja. Ale ja potrzebuję miłości innych ludzi jednak boję się. Boję się strasznie tego, że odejdą tak jak inni.
Myślałam, że nic więcej złego mnie nie spotka. Że to co najgorsze to miałam opuszczając dom dziecka, ale życie bardzo lubi nam wszystko komplikować i jak dla mnie to chyba nawet lepiej? Pewnie tak.
Co mogę robić niż stawiać przed sobą wyzwania a potem mówić "udało Ci się. Emily jesteś wielka".
Nie jest mi trudno uwierzyć w moje marzenia. Jestem jaka jestem i nikt nie ma prawa mnie zmieniać.
A zapytacie jaka jestem? Jestem... tego dokładnie nie wiem, ale tez nie chce wam mówić.
Przekonacie się sami kim jestem.
Przekonacie się kim jest Emily Higins, niebieskooka blondynka, pełna marzeń i nadziei na lepsze jutro..
_________________________________________________________________
Cześć wam;* Nie wiem czy to wam się spodoba ale czekam na wasze opinie;>
Pozdrawiam Diana;*
To tylko bajka którą człowiek wymyślił aby dodać odwagi dziecku, lub po prostu zamaskować swoją głupotę. On z czasem dorasta i nic więcej.
Na błędach uczy się każdy przez cale życie.
Przez całe życie uczy się czegoś co go zmienia, pozwala zaakceptować nowego siebie.
Przecież ja dużo przeszłam w swoim pewnym okresie życia dzięki czemu dużo się nauczyłam.
I nawet niektórzy sobie pomyślą co ona wie? Ludzie maja w życiu gorzej a ona się będzie wymądrzać, że los ją tak okrutnie potraktował.
Bóg zabrał mamę? I co z tego. Bóg zabiera życie ludziom co chwile.
Ojciec jej nie chciał? Co z tego.
Dzieci tracą rodziców na każdym kroku a potem nie trafiają do domów dziecka tylko musza jakoś dalej żyć. Zostaje im tylko żebranie lub ciężka fizyczna praca. Czasami mają jeszcze gorzej.
Mówi, że nie ma przyjaciół?... Może to i lepiej... Człowiek potrafi czasem bardzo zranić.
Tylko, że jest jeden mały szczegół który różni właśnie mnie od innych ludzi. A wiecie jaki? Nie jestem nimi. Nie jestem jakąś dziewczyną która się nad sobą rozczula i mówi jak jej to jest w życiu źle.
Jestem kimś innym. I po mimo tego, że mam 18 lat mama umarła przy moim porodzie, o tacie kompletnie nic nie wiem, nie mam już przyjaciół, nie mam niczego jestem jednak silna. To wszystko co mnie spotkało sprawiło, że stałam się silna i potrafię uwierzyć w siebie i w to, że w końcu będę szczęśliwa i odnajdę spokój którego tak długo szukałam.
Za kilka dni będę pełnoletnia wiec będę się musiała usamodzielnić.
Muszę iść na rozmowę o pracę, muszę znaleźć mieszkanie. Muszę w końcu w pełni o siebie zadbać.
Jednak cieszy mnie to, że może poznam normalnych ludzi bo np. ktoś taki jak Rose nie należy do tych normalnych.
Kilka lat temu dokładnie cztery i pół roku temu przyjaźniłam się z bratem Ros- Harrym. Nie wiadomo jednak czemu popełnił samobójstwo. Nawet tego ja nie wiedziałam. Najbliższa mu chyba osoba. I za to się obwiniałam i nadal uważam siebie za złą przyjaciółkę. Jak bym było inaczej wiedziałabym...
Trzy lata temu była jeszcze tutaj taka Daniell ale wiecie osiemnaście lat = własna odpowiedzialność.
Przez pewien czas mnie odwiedzała, ale potem już przestała. Nie wiem nawet czemu.
Jednak pani Roxi pozwoliła mi mieszkać w naszym ''domu'' do póki nie znajdę jakiegoś mieszkania.
Ale wracając do tematu... Ludzie uważają, że życie jest z czasem łatwe.. Ja też tak myślałam.
Żyłam prawie sama przez 18 lat. Bez jakiej kolwiek rodziny.Miałam jedynie dwie bliskie mi osoby jednak oni również odeszli.
Człowiek z czasem się do tego przyzwyczaja. Ale ja potrzebuję miłości innych ludzi jednak boję się. Boję się strasznie tego, że odejdą tak jak inni.
Myślałam, że nic więcej złego mnie nie spotka. Że to co najgorsze to miałam opuszczając dom dziecka, ale życie bardzo lubi nam wszystko komplikować i jak dla mnie to chyba nawet lepiej? Pewnie tak.
Co mogę robić niż stawiać przed sobą wyzwania a potem mówić "udało Ci się. Emily jesteś wielka".
Nie jest mi trudno uwierzyć w moje marzenia. Jestem jaka jestem i nikt nie ma prawa mnie zmieniać.
A zapytacie jaka jestem? Jestem... tego dokładnie nie wiem, ale tez nie chce wam mówić.
Przekonacie się sami kim jestem.
Przekonacie się kim jest Emily Higins, niebieskooka blondynka, pełna marzeń i nadziei na lepsze jutro..
_________________________________________________________________
Cześć wam;* Nie wiem czy to wam się spodoba ale czekam na wasze opinie;>
Pozdrawiam Diana;*
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Bohaterowie
Emily Higins- osiemnastolatka pochodząca z domu dziecka. Jej mama zmarła przy porodzie, a taty wgl nie zna. W życiu dużo przeszła przez co nauczyła się, że żeby do czegoś dojść trzeba być silnym i się nigdy nie poddawać. Chciała by w przyszłości zostać malarzem lub stylistą.
Danielle Peazer- dwudziestojednolatka również pochodząca z domu dziecka. Kiedyś przyjaźniła się z Emily, jednak trzy lata temu, kiedy wyprowadziła się z zastępczego domu straciły kontakt. Udało jej się zostać tancerką, nie sławną jednak robi to co kochała od zawsze. Dziewczyna Liama Payna.
Rose Dortmoond-siedemnastolatka z domu dziecka. z pewnego powodu nie cierpi Emili i robi wszystko aby uprzykrzyć jej życie.
One Direction- od lewej :Louis Tomlinson (21l.), Zayn Malik (20l.), Harry Styles (19l.), Liam Payn (20l.), Niall Horan (20 l.).
Taylor Swift-dwudziestolatka która jest piosenkarką. Nie za bardzo przepada za Emily.
Dziewczyna Harrego Stylesa.
Roxi Burn- od pięciu lat pracuje w domu dziecka, ale dopiero po dwóch latach została dyrektorem.
Bardzo lubi Emily i stara jej się pomóc w każdej chwili. Bardzo się żyły przez co pani Roxi traktuje ją jak córkę. Jednak wie też, że nie może ją traktować zawsze ulgowo.
Paul- trzydziestoośmiolatek który jest menadżerem chłopaków.
______________________________________________________________
Cześć;> Ja jak i również Alice wpadłyśmy na pomysł abyśmy pisały razem oto takie opowiadanie.
Od 2 rozdziału będziemy pisać na przemian ;>
Jak dla nas historia Emily jest bardzo ciekawa wam może też się spodoba :D
To czekamy na wasze komentarze a dzisiaj wieczorem ukaże się już może prolog ;>
To do wieczora;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)

