niedziela, 1 września 2013

Rozdział 1

-To kiedy pani może zacząć?-spytał mężczyzna zza biurka
-Kiedy pan chce.
-To widzimy się jutro.-uśmiechnął się i pod prawą dłoń
-Dziękuje panu bardzo. Nie będzie pan żałował, że mnie zatrudnił.
-Mam nadzieję. Do widzenia.
W końcu dostałam pracę. Po kilku kwalifikacyjnych rozmowach zlitowali się nade mną lub po prostu chcieli mi pomóc i dali pracę. Zresztą ważne, że będę zarabiać i będę mogła wynająć jakieś mieszkanie.
Pani Roxi, dyrektorka "mojego domu" jak ja to mówię, pozwoliła mi jeszcze tam pomieszkać do póki nie znajdę taniego mieszkania i nie zarobię trochę pieniędzy abym się mogła utrzymać. Tak wiem miły człowiek. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Jedyna kobieta z którą mogę pogadać i tak na prawdę, za stepuje mi w pewnym stopniu mamę.
Wyszłam z gabinetu i stanęłam z boku kawiarni.
Od jutra miałam zacząć prace w starbucks jako kelnerka Cieszyłam się niesamowicie, bo w końcu to moja pierwsza praca i będę w pełni za siebie odpowiedzialna.
Spojrzałam na zegarek który wskazywał 17.35.
Do domu miałam jakieś 20 minut drogi, wiec stwierdziłam, że się przejdę.
Kiedy oddalałam się od mojego miejsca pracy szturchnął mnie jakiś przechodni.
-Nie widzisz jak idziesz? Może się przepraszam należy nie uważasz?-spytałam ironicznie
Nie wiedziałam kim jest ta osoba ale po sylwetce moglam poznać, że był nim wysoki chlopak a na sobie mial białe all star, czarne rurki i szarą bluzę z kapturem który znajdował się akurat na głowie.
Lubiłam modę, wiec zawsze patrzymał idąc ulicą Londynu jak kto wygląda.
-Tak tak, sory.-odpowiedział "ktoś" i ruszył przed siebie
-Taa i to niby ja jestem arogancka.-pomyślałam przypominając sobie słowa Roxi
 Tak jak myślałam po 20 minutach byłam już w domu a dokładniej w swoim pokoju.
Kurtkę powiesiłam na wieszaku a buty położyłam kolo drzwi.
W pokoju pod jedną ścianą stały dwie ogromne jasno-brązowe szafy. Pod dużym oknem, białą firanką i dwiema żółtymi zasłonami stało biurko, a na nim jakiś stary komputer i kilka książek, oraz mój osobisty szkicownik. Na przeciwko dwupiętrowe łóżko.
Na jednym kiedyś spała Daniell moja dawna przyjaciółka.Czemu dawna?
Trzy lata temu musiała się wyprowadzić. Trudno było nam się rozstać ale nie miałyśmy wyjścia. Odwiedzała mnie codziennie i mówiła, że poczeka aż będę pełnoletnia i razem zamieszkamy, bez wpychania czyichś nosów w nieswoje sprawy. Jednak rok później wgl nie przychodziła. Po prostu nie zobaczyłam jej nigdy więcej. Martwiłam się, ale dowiedziałam się tylko tego, że nic się nie stało. Zabolało mnie to, bo pomimo tego, że wiedziała o tym co znaczy gdy ktoś od ciebie odchodzi a ona odeszła zostawiając mnie samą. Bez żadnego słowa wyjaśnień. Dla tego właśnie dawna przyjaciółka. Została mi już tylko w głowie i na moich rysunkach. Choć i tak je muszę wyrzucić bo po co mam posiadać coś co będzie mi przypominać o tym jak bardzo mnie skrzywdziła gdzie tyle dla mnie znaczyła. Niestety nie potrafię tego wyrzucić. Są za bardzo cenne. Ona była bardzo ważna dla mnie ponieważ zawsze była przypmnie i wiem, że gdybym ja teraz gdzieś spotkała to bardzo bym sie ucieszyła nie zważając na to wszystko co się wydarzyło.
-Pani Roxi prosiła abyś do niej zajrzała jak tylko wrócisz.-powiedziała pukajac do drzwi jedna z opiekunek
-Juz idę.-odpowiedziałam i wyszłam z pokoju- Mogę?-wychyliłam głowę za drzwi do gabinetu Roxi
-Tak wejdź.-ruchem ręki wskazała na fotel abym usiadła.-I jak tam? Dostałaś pracę?
-Tak w końcu dostałam.-uśmiechnęłam się
-To cieszę się. Bo wiesz, że nie możesz tutaj mieszkać długo. Naszym obowiązkiem jest pomoc w znalezieniu pracy i niestety tyle.
-Wiem i jestem za to wdzięczna.-uśmiechnęłam się
-Wiesz, że jesteś dla mnie ważna i traktuję Cię jak córkę której nigdy nie będę mogła mieć.-mówiąc to trochę posmutniała- Dla tego jak będziesz miała problem z pracą czy coś to będziesz mogła zamieszkać ze mną.
Wow. To na pewno jest z jej strony duże poświęcenie. Ale też w jakiś sposób pokazanie ile dla niej znaczę.
-Dziękuje. Na prawdę miło mi to słyszeć. Wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć ale z tym poradzę sobie. W końcu muszę. Tylko potrzebuje jeszcze kilku dni.
-Co do tego to nie na sprawy.-podeszła i mnie przytuliła-a teraz idź na kolację.
-Nie jestem głodna. Pójdę się położyć bo jutro muszę wstać.Dobranoc.-pożegnałam ją uśmiechem i ruszyłam w stronę swojego pokoju spotykając przy okazji moją ulubioną "koleżankę".
-I co? Wyprowadzasz się?-spytała Rose
-Tak. Na pewno będziesz szczęśliwa.
-Że Cię więcej nie zobaczę? Kto by nie był? Kogoś takiego widywać jak ty to największą kara w życiu. Weź ty wgl spójrz na siebie.
-Taa.. ... nie mam ochoty dzisiaj z tobą gadać. Część.- wyminęłam ja i zniknęłam za drzwiami swojego pokoju-Boże jak ja jej nienawidzę.
A pomyśleć, że ona była siostrą mojego przyjaciela.
Nigdy jej nie przeszkadzałam a po jakimś czasie zaczęła mi uprzykrzać życie.
Ona i jej brat mieli tylko rodziców, ale zginęli w wypadku a oni trafili tutaj. Potem ... jej brat Hugo popełnił samobójstwo. Ona straciła brata a ja przyjaciela. Nikt nawet ktoś taki jak ja, ktoś kto się uważa za jego przyjaciela tego nie wie.
Do oczu napłynęło mi kilka łez.
-Nie będę płakać. Nie mogę. Jestem silna i muszę myśleć o przyszłości a nie o tym co było.-powtarzałam w myślach
Przebrałam się w fioletową piżamę z słonie i położyła się do łóżka a po chwili usnęłam.
Rano po śniadaniu, umyłam zęby, włosy związałam w wysokiego kucyka i zrobiłam lekki makijaż.
Zważając na to, że na polu było ciepło ubrałam się w białe tenisówki, granatowe rurki i białą zwykła koszulkę z jakimś nadrukiem.
Wzięłam jeszcze brązową torbę i ruszyłam na przystanek z którego autobus miał mnie zawieść do mojej nowej pracy.
Byłam dzisiaj wyjątkowo podekscytowana więc wiedziałam, że praca pójdzie mi lekko.
Po krótkim czasie otwierając drzwi od kawiarni dostałam nimi w głowę i upadła na ziemię.
-Ała.-jękłam z bólu i złapałam się za czoło.
Założę się, że pojawi się tam wielki siniak
-Uważaj jak chodzisz co?-usłyszałam znad siebie głos mężczyzny
-Ja? Co sama się uderzyłam drzwiami nie? Masz rację.-podniosłam się i spojrzałam na chłopaka który wydawał mi się znajomy.-Wczoraj też nie widziałam jak idę i wpadłam sama na siebie.
-Przepraszam nie zrobiłem chyba tego specjalnie nie? Się zaraz tak księżno nie oburzaj.-powiedział sarkastycznie i ruszył przed siebie-Ja też mam ważniejsze rzeczy do robienia niż zobaczenie cię drugi raz. Uwierz mi.
-Palant.
-Słyszałem to.
-I mało mnie to interesuje.-powiedziałam i weszłam do środka
Na początku w pracy nie szło mi za bardzo bo pewien człowiek którego musiałam dzisiaj spotkać zniszczył mi humor, ale potem stwierdziłam, że nie będę się kimś takim przejmować.
-Pasował by do Rose. Jak i jedna tak i drugi zapatrzeni tylko w siebie.-pomyślałam i od razu pojawił się na mojej buzi uśmiech
-Higins powycierasz podłogę bo jest trochę brudna a akurat nie ma tutaj dużo klientów?-spytał mój szef pan Des wchodząc do kawiarni
Lubiłam kiedy mówił do mnie po nazwisku. Z jego ust fajnie to brzmiało.
-Tak.-uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ze schowka mopa z wiadrem.
Wyczyściłam podłogę dwa razy ale kiedy znowu ktoś przeszedł po umytym nie wytrzymałm bo ile można myć tę cholerną podłogę?
-Czy ty człowieku nie widzisz, że to jest umyte? Musisz po tym chodzić?-spytałam się a chłopak który stał przede mną odwrócił się w moją stronę-Jezu tylko nie ty.
-Nie mów, że tu tutaj pracujesz.-przeleciał po mnie wzrokiem chłopak w lokach którego spotkałam dzisiaj i wczoraj
-Jak widać tak. A ty patrz gdzie chodzisz.
-Mogę sobie chodzić gdzie chcę. A tobie nikt nie kazał tego myć.
-Jak bym nie musiała myć to bym tego chyba nie robiła. Aż taki tępy jesteś?
-Taa odezwała się ta mądra.
-Jak widać mądrzejsza od ciebie. Bo umiem docenić prace innych w przeciwności do ciebie jak widać.-powiedziałam starając się nie wykrzyczeć mu tego ale on i tak za każdym razem próbował mówić głośniej ode mnie
-Jak byś pomyślała to byś wiedziała, że będą ludzie chodzić i będzie znowu brudno. Aż taka tępa jesteś?-zacytował moje słowa a po chwili stanęli koło niego czwórka chłopaków i jakaś dziewczyna.
-Dam sobie rękę uciąć że już ich gdzieś widziałam.-pomyślałam i zaczełam szukać w pamięci skąd mogłabym ich znać
-Heloł księżno może w końcu odstawisz swoją miotłę i obsłużysz nas.-zaczął machać mi przed oczami chłopak.
Dziewczyna która stała koło niego razem z jakimś chłopakiem dziwnie mi się przypatrywali a pozostali śmiali się zza pleców mojego ''rozmówcy''. Jak dla mnie tutaj nie było nic śmiesznego.
-Skoro taki mądry jesteś to powinieneś wiedzieć buraku, że to nie miotła tylko mop. I sam się obsłuż. Aż taki niedorozwinięty jesteś?-powiedziałam cała zdenerwowana
-Higins chodź tutaj natychmiast.-zawołał mnie szef.
Wiedziałam, że to się dobrze dla mnie nie skończy.
-Higins. Czy ty przypadkiem nie nazywasz się Emily Higins?-usłyszałam za swoimi plecami

______________________________________________________________________________
Rozdział pierwszy za nami czekam na wasze komentarze;)
Rozdział drugi pojawi się nie długo razem z nowym wyglądem bloga;>
To do zobaczenia;*

3 komentarze:

  1. Ejj nic nie mówiłaś, ze założyłaś nowego bloga ! Stwierdzam, że jest supeer !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha sorki :* ale te rozdzialy jak narazie sa tylko Diany :)

      Usuń